Cały ten rynek

Kryzys na Bliskim Wschodzie. Czy ma on znaczenie dla inwestorów?

200 dolarów za baryłkę ropy naftowej – cena, którą jeszcze kilka lat temu straszyli analitycy, oznaczałaby poważne kłopoty dla światowej gospodarki. Chociaż ciągle wydaje się ona mało realna, to warto mieć świadomość tego, że żaden inny rynek nie charakteryzuje się tak dużą wrażliwością na wydarzenia polityczne na Bliskim Wschodzie. A tych ostatnio nie brakuje.Powrót obaw o ponowny wybuch wojny w jednym z najbardziej zapalnych miejsc na świecie, czyli w Izraelu i Palestynie. Rebelia i poważny kryzys polityczny w Iraku. Przedłużające się negocjacje w sprawie programu atomowego w Iranie. A do tego wciąż niespokojna sytuacja w Libii, Syrii i Egipcie. Tak w ostatnich tygodniach wygląda rzeczywistość, w której muszą się odnaleźć inwestorzy śledzący i próbujący prognozować notowania surowców.

W kolejnym odcinku cyklu „Cały ten rynek…” pokażemy, jak duże znaczenie dla rynków finansowych ma sytuacja w regionie, który jest kluczowy ze względu na produkcję i eksport ropy naftowej. Chociaż na co dzień nie ma on bezpośredniego wpływu na giełdy, to jednak historia pokazuje, że zawirowania na rynku ropy bardzo szybko potrafią odbić się na notowaniach akcji i nastrojach wśród inwestorów.

Polityka ma wpływ na ceny ropy naftowej na świecie
Odpowiedź na to pytanie dwoma słowami – popyt, podaż – byłaby zdecydowanie zbyt prosta. Na notowania żadnego innego surowca tak ogromnego znaczenia nie mają bowiem konflikty polityczne na Bliskim Wschodzie i obawy inwestorów o to, że mogą one mieć wpływ na zakłócenie dostaw.

Przykład z ostatnich dni. W Iraku, który jest piątym pod względem wielkości eksporterem ropy na świecie, rozszerza się rewolucja islamistów dążących do wyodrębnienia własnego państwa wyznaniowego (ISIL). Doprowadzają do wstrzymania transportu ropy z rejonu miasta Kirkuk. To oczywiście powoduje obawy o wstrzymanie eksportu – chwilowo opanowane, bo transport z miejsca o największym znaczeniu (Basra) na razie odbywa się normalnie.

Nie sposób odpowiedzieć, jak długo sytuacja będzie spokojna. Niemniej jednak inwestorzy powinni mieć w pamięci wydarzenia związane z tym krajem, jak kryzys naftowy spowodowany wojną iracko-irańską w latach 70., czy też inwazję Iraku na Kuwejt w 1990 r. W obu przypadkach mieliśmy wówczas do czynienia z dramatycznymi skokami cen ropy, które negatywnie odbiły się na kondycji gospodarek państw zachodnich.

OPEC dyktuje ceny „czarnego złota”
Jednak sytuacja w Iraku i innych krajach regionu to nie jedyny czynnik, który spędza sen z powiek inwestorów. Innym kluczowym dla nich hasłem, które potrafi wręcz spowodować panikę na rynku, jest sformułowanie, że państwa OPEC ograniczą wydobycie bądź eksport.

O co chodzi? OPEC to organizacja zrzeszająca 12 krajów posiadających największe zasoby surowca. Kontrolują one dzisiaj ponad 40% światowego wydobycia. A wśród nich są państwa, w których również osiągnięcie stabilizacji politycznej bywa trudne. Wystarczy wymienić tu np. Wenezuelę, Angolę, Libię, Nigerię czy też największego gracza na rynku – Arabię Saudyjską.

W interesie tych krajów, których gospodarki oparte są na eksporcie ropy, jest oczywiście to, by nie była ona zbyt tania. A skoro tak, to często sama sugestia ograniczenia wydobycia powoduje wojnę nerwów i gwałtowny wzrost cen surowca. Podobnie jest zresztą z sugestiami, że OPEC nie zamierza zwiększyć wydobycia. A gdy do tej układanki dołożyć jeszcze spekulantów handlujących wirtualną ropą (opcje i kontrakty terminowe na ropę) i grających na zwyżki cen, to wówczas dostaniemy pełny obraz tego, z jak wrażliwym i niestabilnym rynkiem mamy do czynienia.

Dzisiaj cena ropy naftowej waha się w okolicach niewyobrażalnego jeszcze kiedyś poziomu 100 dol. za baryłkę. Warto jednak pamiętać o tym, że była już znacznie droższa: rekord został osiągnięty w lipcu 2008 roku, gdy kurs ropy sięgnął 147 dol., a analitycy z największych banków inwestycyjnych rzucili się do prognozowania poziomu 200 dol. Chociaż obecnie wydaje się to mało realne, to inwestorzy nie powinni zapominać o tym, że wystarczy bardzo niewiele, by ceny surowca znów mocno wystrzeliły w górę.

Niniejszy artykuł został sporządzony wyłącznie w celach informacyjnych. Nie stanowi rekomendacji, porady inwestycyjnej, prawnej, podatkowej, reklamy ani oferty sprzedaży jakichkolwiek instrumentów finansowych, w szczególności nie zawiera informacji o instrumentach finansowych oraz warunkach ich nabywania, jak również nie stanowi zaproszenia do sprzedaży instrumentów finansowych, składania ofert ich nabycia lub zapisu na instrumenty finansowe.

Niniejszy artykuł ani żadna jego część, jak też fakt jego dystrybucji nie mogą stanowić podstawy do zawarcia jakiejkolwiek umowy lub zaciągnięcia jakiegokolwiek zobowiązania. Nie może stanowić również źródła informacji, które mogłyby być podstawą decyzji o zawarciu jakiejkolwiek umowy lub zaciągnięciu jakiegokolwiek zobowiązania.

Nie należy dla jakichkolwiek potrzeb polegać na informacjach zawartych w niniejszym artykule, ani też zakładać, że informacje te są kompletne, ścisłe lub rzetelne. Wszelkie takie założenia czynione są wyłącznie na własne ryzyko.

drukuj